Zagle.se.pl » Aktualności » 49 lat temu Robin Knox-Johnston wyruszył w samotny rejs non stop dookoła świata

49 lat temu Robin Knox-Johnston wyruszył w samotny rejs non stop dookoła świata

Sir Robin Knox-Johnston
Autor: www.robinknox-johnston.co.uk
Sir Robin Knox-Johnston
Opuściła go żona, uznano go za zaginionego, a pokład jachtu zalewała woda. Dokładnie 49 lat temu, w piątek 14 czerwca 1968 roku Robin Knox-Johnston wypłynął z Falmouth w samotny rejs non stop dookoła świata. Po 312 dniach Brytyjczyk zamknął okołoziemską pętlę, zostając pierwszym żeglarzem, który pokonał liczącą ponad 30 tysięcy mil morskich trasę bez zawijania do portów.

Nieco ponad rok wcześniej, na początku 1968 roku jeden z redaktorów londyńskiego dziennika "Sunday Times" zaproponował zorganizowanie wielkiej imprezy – samotnych regat dookoła globu bez zawijania do portów.

Jeśli wcześniej starszemu już Francisowi Chichesterowi udało się opłynąć ziemię zawijając tylko raz do Sydney, dlaczego ktoś z młodszej generacji nie miałby pokusić się o wyprawę bez zawijania do portu?

Powstał Komitet pod przewodnictwem wspomnianego Chichestera, który ufundował dwie nagrody: "Golden Globe" dla żeglarza, który pierwszy dokona tego wyczynu i nagroda druga – 5 tysięcy funtów – dla najszybszego jachtu, który wyruszy w terminie od 1 czerwca do 31 października 1968 roku. Warto podkreślić, że kwota ta stanowiła wówczas prawdziwą fortunę!

Na temat:

Zasady uczestnictwa były bardzo proste. Trzeba wyruszyć z portu powyżej 40 szer. N., obejść przylądki: Dobrej Nadziei, Leewin i Horn, przemierzając naturalnie strefę "ryczących czterdziestek" i powrócić bez dobijania do żadnego lądu oraz bez pomocy z zewnątrz do punktu wyjścia.

"Trzeba być naprawdę wielkim optymistą i mieć dużą fantazję, by zdobyć się na podobny krok. Tysiące mil sam na sam z oceanem. Do tego dochodzą konkurenci. Myśl, żeby dotrzeć przed innymi dopinguje do bezustannego napięcia. Z dotychczasowych doniesień wynika, że na czele jest Robin Knox-Johnston, który wyruszył z Falmouth 14 czerwca . Nawiguje on na keczu "Suhaili" długości 9,75 m skonstruowanym  i zbudowanym w Bombaju" – pisaliśmy w lutym 1969 roku na łamach "Żagli".

SuhailiJacht "Suhaili", fot. Paweł Paterek

Do regat stulecia, jak wówczas określano wyścig, wystartowało dziewięć jachtów. W połowie grudnia wycofały się już trzy. Przylądek Dobrej Nadziei okrążyło już tylko trzech żeglarzy: Knox-Johnston, Bernard Moitessier i Nigel Tetley. Ówczesne przekazy medialne podawały jeszcze nazwisko Donalda Crowhursta. Świat dopiero później poznał tragiczną historię tego człowieka.

"Przylądek Dobrej Nadziei okrążył w styczniu, a Horn w kwietniu 1969 roku. Poważne zaniepokojenie wywoływały przesyłane przez niego wiadomości o tym, że kończy mu się żywność. Już w początkach lipca w czasopismach żeglarskich wyrażano przypuszczenie, że jeżeli nie wejdzie do któregoś z portów Ameryki Południowej, to może się zdarzyć, że padnie ofiarą swego uporu oraz ambicji i pozostanie na zawsze na morzu. Artykuł kończył się słowami "Mens sana?" (Zdrowy umysł?)" – przeczytać można w "Żaglach" już w kwietniu 1970 roku.

Prawda okazała się okrutna i smutna. Crowhurst podczas regat nigdy nie wypłynął poza Atlantyk. Podawał przez radio fałszywe relacje z wyścigu, tak aby wszyscy uważali, że faktycznie w niezłym tempie płynie dookoła świata. Relacja uwiarygodniał informacjami o drobnych problemach technicznych. W miarę upływu czasu popadał jednak w coraz większy obłęd. Ostatni wpis w dzienniku jachtowym, który został znaleziony w opuszczonym jachcie, wskazuje na to, że Crowhurst pożegnał się z życiem skacząc za burtę...

Przez pewien czas poważne obawy wzbudzał też los Johnstona. Ostatni raz dostrzeżono go pod koniec listopada 1968 roku. Później nie było z nim kontaktu aż do połowy kwietnia 1969.  Poszukiwania nie dawały rezultatu, aż w końcu Brytyjczyka uznano za zaginionego! Okazało się, że jeszcze na Pacyfiku w czasie sztormu zniszczeniu uległ nadajnik radiowy. Równocześnie pękł ster, a baki wodne i nadbudówka zaczęły przeciekać. Knox-Johnston na otwartym morzu usunął większość uszkodzeń. Niedostrzeżony przez nikogo opłynął Horn. Na jego ślady natrafiono dopiero na wysokości Azorów. Tydzień później w Falmouth odbyło się triumfalne powitanie Brytyjczyka, który po 312 dniach, jako pierwszy żeglarz w historii zamknął okołoziemską pętlę bez zwijania do portów.

Sir Robin Knox-JohnstonFot. www.robinknox-johnston.co.uk

"Robin Knox-Johnston egzaminy kapitańskie złożył mając 25 lat. Kiedy zdecydował się wziąć udział w regatach miał już prawie 30 lat. Swój jacht SUHAILI, normalny kecz z długim bukszprytem, kazał zbudować w Bombaju, a rejs z Indii do Anglii, który odbył z dwuosobową załogą traktował jako trening do regat. Wyposażając SUHAILI zwrócił dużą uwagę na zabrania rzeczy, które mogą mu dostarczyć jakiejś rozrywki, a więc książki, magnetofon z nagraniami ulubionych artystów, broń myśliwską, a nawet duże ilości gumy do żucia. Średnia szybkość Knox-Johnstona na całej trasie wynosiła niewiele ponad 91 Mm na dobę. Brytyjczyk jako jedyny z dziewięciu startujących wrócił do Anglii nie naruszając regulaminu regat. Zdobył obie nagrody: ZŁOTY GLOBUS i 5 tysięcy funtów, które przekazał wdowie po nieszczęsnym Donaldzie Crowhurście" – relacjonowały pierwszy samotny rejs non stop dookoła świata "Żagle".

Wyścig Sunday Times Golden Globe miał dla Robina szczęśliwe zakończenie także w zupełnie innym wymiarze. Kiedy przygotowywał się do wielkiego wyzwania, jego żona złożyła pozew o rozwód. Według niektórych źródeł, to wydarzenie pomogło podjąć mu ostateczną decyzję o starcie w wielomiesięczny rejs. W końcu na lądzie nikt już na niego nie czekał. Mylił się. W kwietniu 1969 roku w Falmouth czekała na niego... stęskniona była małżonka. Para ponownie wzięła ślub i spędziła razem resztę życia, aż do śmierci Lady Knox-Johnston w 2003 roku.

Wyczyn Robina z żeglarskiego punktu widzenia był czymś niezwykłym w tamtych czasach. Nie było wtedy  łączności satelitarnej, systemu GPS, a do łączności ze światem służyło jedynie radio. Wystarczyła jego awaria, żeby Brytyjczyka uznano za zaginionego.

Rejs Knox-Johnstona otworzył nowy rozdział  historii światowego żeglarstwa: wokółziemskie regaty samotników. Ostatnim aktem tego rozdziału było skrócenie czasu samotnej żeglugi non stop dookoła świata do zaledwie 49 dni, trzech godzin, siedmiu minut i 38 sekund przez Thomasa Coville'a na trimaranie "Sodebo" na przełomie 2016 i 2017 roku.

Sam Knox-Johnston po zdobyciu "Złotego Globusa" startował z sukcesami w wielu wokółziemskich regatach, między innymi w Whitbread World Yacht Race, znanym dzisiaj pod nazwą Volvo Ocean Race.

W 1994 roku po raz kolejny zapisał się złotymi zgłoskami w historii światowego żeglarstwa. Wspólnie z Peterem Blakiem, którego historię przypomnieliśmy niedawno na łamach "Żagli", na katamaranie "Enza New Zealand" sięgnął po Juels Verne Trophy, poprawiając rekord Bruno Peyrona na "Commodore Explorer" o ponad 4 dni. Za ten wyczyn Knox-Johnston i Blake otrzymali od królowej Elżbiety II tytułu szlacheckie, a światowe władze żeglarskie po raz pierwszy w historii przyznały nagrodę "Żeglarza Roku".

Sir Robin Knox-Johnston do dziś nie rezygnuje z żeglarstwa, nadal pływa, a swoje doświadczenia opisuje w znakomity, ciekawy sposób. Jest autorem wielu książek, wśród których warto polecić między innymi "O żeglowaniu" oraz oczywiście "Mój własny świat", czyli pasjonującą opowieść o 312 dniach na pokładzie "Suhaili".

Sir Robin Knox-JohnstonFot. facebook.com/goldengloberace/

DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA - NAJCIEKAWSZE INFORMACJE DOSTANIESZ OD NAS MAILOWO

udostępnij
udostępnij
udostępnij
wydrukuj
Żagle.tv YouTube
Ankieta mariny 2015
Subskrybuj newsletter
Sonda
Czy w 2017 roku planujesz?