Szlakiem Wagnera: "Ulysses" już na wschodniej półkuli

Kapitan Mirosław Lewiński wytrwale podąża szlakiem Władysława Wagnera. Najnowszą relację nadesłał z portu Suva na Fiji, czyli już z półkuli wschodniej. Oto jak przebiegał rejs "Ulyssesa" po Oceanie Spokojnym pomiędzy Atolem Suvarowa, Samoa a Fiji:
Samoa, Apia 07-19.09.2012
Na Oceanie Spokojnym pasat nie jest tak regularny i silny jak na Atlantyku przychodzi on falami, które trwają 3-5 dni. Dlatego gdy powiało Atol Suvarova opuściły poza "Ulyssesem" norweski "Hero" z Steinem i Latuką oraz "Najade" z samotnie pływającym Gerhardem z Austrii. Oba mniejsze od "Ulyssesa". Wiatr o sile 25 węzłów wystarczył aby tylko pod "Rotarym" osiągnąć godną prędkość siedmiu węzłów. Wkrótce oba jachty zostały z tyłu ale wcześniej ze Steinem zrobiliśmy sobie masę zdjęć naszych jachtów w morzu, których tak zwykle brakuje.
Drugiego dnia wielkie szczęście złowiłem ponad 10 kilową kergulenę (mahi-mahi) a trzeciego dnia pech rozdarł się "Rotary" i resztę drogi odbyłem na grocie.
Przez dwa pierwsze dni żegluga była upajająca po 170 mil na dobę trzeciego niestety zdechło i do Apia wchodziłem po ciemku. Wchodzenie do obcego portu w nocy nie jest zupełnie zgodne z dobrą praktyką morską ale alternatywą było dryfowanie przez całą noc na morzu. Wybór oczywisty.
Mimo posiadania GPS-u wejściu do portu towarzyszył mi dreszcz emocji. Kapitan portu przyjaźnie skierował mnie na kotwicowisko skąd rano przeniosłem się do mariny. W marinie dowiedziałem się, że minąłem już strefę zmiany czasu i dzisiaj jest nie wtorek 11 września a środa 12 września. Jeden dzień zniknął z życiorysu.
Odprawy zdrowotne, celne, imigracyjne przebiegły w bardzo sympatycznej atmosferze. Czuło się powiew tej Polinezji z marzeń i cały mój pobyt potwierdził, że Samoa była najbardziej przyjaznym miejscem na Polinezji.
Samoańczycy chętnie nawiązują kontakt z turystami i zapraszają do domu. Szczególnym dniem jest niedziela, która całkowicie poświęcona jest sprawom duchowym. Wszyscy ubierają się odświętnie i podążają z Biblią do swojego kościoła. Wyznań chrześcijańskich tu jest bez liku od metodystów poprzez mormonów i wielu innych wyznań do katolików. Nikomu to jednak nie przeszkadza.
Josef zabrał mnie do swojej wioski Vailima na mszę. Mały lokalny kościół w którym wszyscy byli zadowoleni i uśmiechnięci jak nie w kościele. Pastor powitał mnie jako honorowego gościa co zobowiązało mnie do odwzajemnienia, miałem więc okazję wspomnieć o kapitanie Wagnerze, który był w Apia 1936 i o mojej wyprawie jego śladami. Było dużo śpiewów a atmosfera w tym mały kościółku potwierdzała głęboką wiarę obecnych. Po lunchu w domu Josefa - sjesta , która wymknęła nam się z rąk i bowiem zamiast godziny spaliśmy trzy. Pozostały oczywiście sprawy jachtowe tzn. szycie żagla oraz definitywna naprawa startera windy kotwicznej. Na tej ostatniej zeszło z pół dnia ale w piątym warsztacie pełny sukces: udało się!
W marinie mnóstwo znajomych wszyscy płyną na zachód by okres huraganów zaczynający się w listopadzie przeczekać w Nowej Zelandii lub Australii. Po drodze odwiedzają Wyspy Tonga oraz Fiji. Ja raczej skłaniam się aby dopłynąć do Malezji, stamtąd połączenie lotnicze nie są drogie, mógłbym spędzić święta z rodziną. Nie mam więc za dożo czasu.
Zaczyna wiać wiać trzeba więc spływać, wraz z dwoma słoweńskimi jachtami ,,Wet lady" i ,,Rock" płyniemy na Fiji. 19.09.2012 o godzinie 1800 z żalem opuszczam Samoa, po raz pierwszy zaczyna brakować mi czasu.
Droga na Fiji 19.09 – 25.09
Ruszyłem z pasatem a kończyłem przejście na Vitu Levu w ciszy morskiej wspierając się moim niezawodnym Yanmarem. Początek piękny, szybka żegluga na gładkiej prawie wodzie tego jeszcze nie było. Po drodze mija się samotną wyspę Niuau należąca do wysp Cooka, brak dobrego kotwicowiska nie zachęcił mnie do lądowania na niej. Jak są dobre warunki – trzeba płynąć. I jak czas pokazał miałem rację. Jestem umówiony z Lautoca z Michałem i jego bratem, którzy przylecą z Australii, muszę być na czas. Aby dopłynąć na główną wyspę Vitu Levu należy przejść między mniejszymi wyspami zewnętrznymi oraz otaczającymi je rafami, których tu całkiem sporo, gdy się spojrzy na mapę robi to wrażenie. Teraz gdy od 2 dni wspieram się silnikiem i stale używam GPS, z nowym szacunkiem patrzę na pionierów tych wód, którzy nie tylko nie posiadali moich udogodnień, ale nawet nie mieli map i były to dla nich tereny nieznane. Między wyspami Fiji płynął kapitan Bligh wraz z 18 ludźmi,gdy został w 1789 wysadzony z "Bounty". Mimo, że brakowało mu wody i żywności nie odważył się wylądować na żadnej z wysp, ze względu na kwitnący tutaj kanibalizm.
Śladem po nim pozostały nazwy Bounty Passage czy Bligh Water. Czasami gdy doskwiera mi morze tak jak teraz ciszami i deszczami myślę o żeglarskich niewygodach z przeszłości i z miejsca mi przechodzi. Bligh na odkrytej, przeładowanej głodnymi i spragnionymi ludźmi po nieznanych wodach przepłynął 3600 mil z Polinezji na Timor.
W 1935 w Suva na Fiji zakończył swoje pierwsze przejście Pacyfiku Władysław Wagner, gdy jego "Zjawę II" podziurawiły świdraki. To się nazywa pech, ale Władek Wagner, wówczas 25 letni, nie załamał się i zbudował "Zjawę III". Wspominam te przykłady dla siebie gdy tak jak teraz dręczą mnie różne kontuzje, tęsknota czy brak wiatru a współczesny, niecierpliwy człowiek rozmięka z lekka.
Póki co zero wiatru kolejne10 godzin posuwam się tylko dzięki niemu a przede mną do Lautoca ponad 100mil a na zmianę pogody się nie zanosi. Suva leży tylko 30 mil przede mną a paliwo się kończy. Wchodzimy do Suva i znowu w nocy. Kurs wg nabieżnika, niby wszystko wiadomo a emocje są. Już w porcie idę na dziób przygotować kotwicę, opuszczam ją do lini wodnej i nagle całe 120 metrów łańcucha do wody – winda nie była zablokowana. Ciemno, środek portu - pełna konsternacja do tego końcówka z liny nie pozwala windzie wciągać łańcuch do góry. Nieźle się spociłem ale udało się.
Trafiam na kotwicowisko kwarantanny i godzinie 0200 kotwica w dół, kolejne 630 mil za rufą. Rano okazało się,że miałem szczęście, że udało się wciągnąć łańcuch bo rano okazało się, że winda nie działa. Nawet się nie zirytowałem – przywykłem. Przy wciąganiu 120 metrów łańcucha duży prąd stopił plastikowe elementy startera. Znowu udało się naprawić ale jak długo jeszcze?
Zapomniałem, że wczoraj tj 24.09.2012 o godzinie 0250, pozycja 17st 56min S przekroczyłem 180 południk i od tego momentu jestem na półkuli wschodniej. Teraz każda mila będzie zbliżała mnie do Bliskich.
--
Miroslaw Lewinski
s/y Ulysses
Szlakiem Wagnera: "Ulysses" już na wschodniej półkuli
Szlakiem Wagnera: "Ulysses" już na wschodniej półkuli