Szlakiem Wagnera: Bora Bora czyli żegnaj Polinezjo Francuska
Kapitan Mirosław Lewiński przemierza niestrudzenie szlak wyznaczony niegdyś przez Władysława Wagnera. Ostatnio spędził kilka dni na wyspach Bora-Bora. Oto najnowsza porcja relacji i zdjęć z pokładu "Ulyssesa":
18-23.08.2012
Po czterech godzinach jazdy na silniku rzucam kotwicę przed Bora Bora Yacht Club, który dzisiaj właśnie obchodzi 50-lecie powstania czyli wieczorem impreza i to tłumaczy brak wolnej boji co zmusza mnie do kotwiczenia na 25 metrach głębokości. Wydałem 120 metrów kabla i wtedy starter windy kotwicznej przestał działać a trzeba cały ten łańcuch potem wciągnąć. Czyli czeka mnie kolejny trening cierpliwości i zdolności manualnych... I następny dzień faktycznie przeszedł pod znakiem naprawiania windy kotwicznej.
Aby zadośćuczynić moim cierpieniom technicznym los wynagrodził mnie spotkaniem z załogą katamarana czarterowanego przez JK Orion. Wspaniała ekipa. Moja olbrzymia bandera zdała egzamin, została dostrzeżona i dzięki temu na trzy dni zyskałem wyjątkowe towarzystwo. Przyjemnie było znowu mówić po polsku. W dwa jachty opłynęliśmy wyspę. Dobrze pływa się wewnątrz laguny, woda gładka, przejrzysta tylko czasami patrząc na dno tak doskonale widoczne czułem mrowienie na plecach w obawie, że zaraz przytrę balastem o dno mimo, że echosonda pokazywała 3metry. Laguna skusiła nawet dwa wieloryby, które wpłynęły do wnętrza i z miejsca stały się atrakcją turystyczną. Gdzie by nie popłynęły wszędzie towarzyszyły im jachty i łodzie. Nie dziwota , taka gratka!
Szybko minęły dni na Bora Bora, wyspa piękna, ludzie sympatyczni ale mnie już zaczęło gonić na morze. Dokąd teraz? Chyba Samoa Zachodnie a po drodze słynny Atol Suvarova.
Z pewną ulgą zmienię strefę językową gdyż nieznajomość francuskiego bardzo mnie ograniczała towarzysko. Jaka jest ta słynna Polinezja Francuska. Piękna, bezpieczna i droga. Jeżeli ktoś oczekuje wieńca kwiatów na szyję i wolnej miłości to spóźnił się jakieś 200 lat. Tradycyjnej Polinezji już nie ma, wyspy są piękną prowincją francuską, której mieszkańcy są rzeczywiście niezwykle sympatyczni. Nierealne oczekiwania prowadzą do rozczarowań. Najbliższe stereotypowym wyobrażeniom są chyba Markizy. Relatywnie dzikie i bez nadmiaru turystów.
Patrząc na oddalającą się Bora Bora, ogarnęła mnie nostalgia, kolejny etap za rufą.
Czy jeszcze kiedyś tu przypłynę?
Pozdro
Szlakiem Wagnera: Bora Bora czyli żegnaj Polinezjo Francuska
Szlakiem Wagnera: Bora Bora czyli żegnaj Polinezjo Francuska