Na "Selmie" zamarzła woda, a część załogi zeszła z pokładu i... zdobywa wulkan Erebus ZDJĘCIA

2015-02-20 11:21 Tomasz Łopata/Selma Expeditions

Załoga "Selma Expeditions" znów imponuje - tym razem ekipa kapitana Piotra Kuźniara walczy z zamarzającą wodą, a także próbuje zdobyć szczyt wulkanu Erebus. Zapraszamy do lektury kolejnej relacji.

www.SelmaAntarktyda.com  Przekaz satelitarny z pokładu s/y Selma Expeditions

17-19. 02.2015r. Morze Rossa - Back Door Bay - Wyspa Rossa

Aktualna pozycja jachtu

Korespondencja autorska - Tomek Łopata, skipper 5-cio osobowej "grupy morskiej"

"Grupa górska" - kpt. Piotr Kużnuiar z 5-cioma śmiałkami - w drodze na szczyt wulkanu Erebus, ok. 3,800 m n.p.m.

Kiedy 17.02.2015 "bladym” świtem okrążyliśmy wyspę Rossa i wpływaliśmy w McMurdo Sound - nad górą Bird słońce przedzierało się przez szczelinę w chmurach tworząc bajeczną, świetlistą kurtynę. Po drugiej stronie zatoki różowiły się góry kontynentu Antarktydy.

Na kursie pojawiło się duże stado orek. Płynęliśmy wolno na ich spotkanie. Dookoła nas dostojnie i niespiesznie pływało ponad 20 osobników. Samce z ogromnymi trójkątami na grzbietach, mniejsze samice z bardziej zaokrąglonymi płetwami i młode. Niektóre zupełnie małe. Widok zapierał dech w piersiach. A do tego ta sceneria – skrząca się, prawie gładka woda, z jednej strony Erebus, a z drugiej góry Antarktydy. Baśniowo! Orki nie wykazywały zainteresowania nami, ale też nie uciekały. Były u siebie. Dały się fotografować z każdej strony, a na koniec chyba całkiem się wyluzowały, bo młodsze osobniki ćwiczyły polowanie „na sucho”, grając w jak to nazwaliśmy „Ice-ball”. Wyrzucały wysoko w powietrze bryły lodu i wyglądało na to, że mają z tego niezłą frajdę. Widziałem też orkę, która popychała głową dużą krę, a inna z kolei pływała stylem „grzbietowym”. Przeżycia z „tańca z orkami” na długo pozostaną w naszej pamięci jako jedna z tych magicznych, niezapomnianych chwil.

Po spotkaniu z orkami wpłynęliśmy do Backdoor Bay. Wyciągnęliśmy z czeluści forpiku naszą ogromną, nową kotwicę - ogromną, o wadze 90 kg "Łopatę"(pozyskaną dzięki Tomkowi Szewczykowi - serdeczne dzięki) i rzuciliśmy ją - rzecz jasna po uprzednim połączeniu ją z łańcuchem z jachtem (to specjalne wytłumaczenie dla tych dociekliwych złośliwców:). Przed nami wyrastał w górę majestatyczny Erebus - kolejny punkt naszej wyprawy.

Stanęliśmy w przepięknie położonej zatoce Back Door Bay. Widoki jak w niebie, błękit sferyczny, 360 stopni. Tylko wyspa Rossa przepięknie odbija się wysokimi szczytami w spokojnej wodzie. Jest niebiańsko spokojnie i bajkowo. Plenery jak do filmu o raju. Odpoczywamy po wydarzeniach poprzednich dni, w tym lodowym sztormie z wiatrem do 65 kn. Na pokładzie pozostali Tomek, Jacek, Leon, Duszan i Damian. Reszta ekipy: Piotr, Wifi, Kris, Krzysiek, Artur i Luby zdecydowała się na zdobywanie Erebusa. Aby przewieźć pontonem na ląd cała ekipę "zdobywców" oraz ich sprzęt i żywność potrzebne były 3 kursy. Za taksówkarza "robił" Damian. "Drużyna zdobywców" ruszyła ciągnąc za sobą pulki (specjalne sanie lodowe) ze sprzętem. W krótkim czasie zniknęli nam z oczu.

Zobaczymy ich ponownie za około 4-5 dni. Na wypadek złych warunków atmosferycznych, gdyby trzeba było ruszyć jacht z miejsca przetransportowaliśmy dodatkowo na brzeg - awaryjne porcje żywności - liofy zapakowane w beczki i przygotowaliśmy na wszelki wypadek - obóz zejściowy dla powracających. Mamy nadzieję, że się nie przyda.

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO? POLUB ŻAGLE NA FACEBOOKU

Tymczasem na jachcie zamarzła nam woda w zbiornikach, topimy więc lodowcówę. Jest bardzo smaczna. Pijemy herbatę z dobrej wody, przetapiamy śnieg z beczek, zalewamy wodą wszystkie możliwe pojemniki i pieczemy chlebek. Kominek grzeje, na zewnątrz słońce, które nie zachodzi. Odbija się jak piłka od horyzontu i ponownie wznosi w górę. Jest stosunkowo ciepło. Myślami jesteśmy z chłopakami z ataku szczytowego. Teraz Selma jawi im się zapewne jako bezpieczny i komfortowy dom... Wieczór na kotwicy po miesiącu pływania... rozkoszne lenistwo, pomimo licznych obowiązków.

Obok Selmy przepłynęła lodowa tratwa z bandą pingwinów na pokładzie. Widać, że żeglują na pełnym luzie, żadnych sztormiaków i szelek asekuracyjnych, nawet koła ratunkowego nie mieli...


Z grupą "Erebusową" utrzymujemy o ustalonych porach kontakt radiowy. Wieczorem zameldowali, że po pierwszym dniu wspinaczki - wszystko u nich OK. Rozłożyli obóz i kładą się spać... Tymczasem Erebus zniknął za chmurami, pada śnieg, jest szaro-buro. Na Selmie mamy ciepło i przytulnie, ale tam na górze pewnie nie jest najmilej... Trzymamy kciuki za chłopaków! Przynajmniej prognozy wiatrowe są niezłe, choć na słońce pewnie trzeba będzie długo czekać.

Pozdrawiamy z lodowej krainy -  załoga Selmy - o dwóch twarzach (żeglarze i górale morscy):

- z pokładu jachtu: Tomek oraz Jacek, Duszan, Damian i Leon oraz

- z drogi na wierzchołek wulkanu Erebus: Piotr oraz Luby, Kris, Wifi, Krzysiek i Artur.