Regaty Przyjaźni - sześćdziesiąta edycja!

2010-09-07 12:28 Ziemowit Ostrowski
_
Autor: Archiwum serwisu

W dniach 4 i 5 września na Jeziorze Dąbie już po raz 60. rozegrane zostały Regaty Przyjaźni oraz Memoriał kpt. Jurka Madeji. Wzięło w nich udział 65 jednostek! Poniżej historia imprezy napisana przez kpt. Ziemowita Ostrowskiego, oraz relacja z przebiegu regat, autorstwa Patryka Zbroi, sternika jachtu "Tomahawk":

W ostatni weekend, pozytywnie odpowiadając na zaproszenie organizatorów (AST Salis), wystartowaliśmy w jubileuszowych 60 Regatach Przyjaźni w Szczecinie. Nowością imprezy było wyraźne wydzielenie grupy jachtów regatowych w kategorii OPEN, co dało możliwość udziału ciekawych i szybkich konstrukcji, do których niewątpliwie zalicza się Tomahawk :) Do bezwzględnej walki stanęły m.in.: jeden z najszybszych jachtów ostatnich sezonów w Szczecinie - Trochus II (z L. Łobodźcem na sterze), tegoroczna konstrukcja klasy GP 33 - Bryza 33 z Lubczyny (T.Piasecki), a także dwie ciekawe konstrukcje o jeszcze ciekawszych nazwach: Hot Brunette oraz Wild Open.

Pierwszego dnia regat, w sobotę zaplanowano dwa wyścigi. Pierwszy z nich, klasyfikowany jako tzw. wyścig długi (z przelicznikiem 1,5; dwa trójkąty i śledź z metą na pełnym), wystartował z ponad godzinnym opóźnieniem z powodu braku wiatru. Jednak nawet po tej godzinie wiatru było niewiele. Pierwszy bok - teoretycznie na wiatr - płynęliśmy, a w zasadzie staliśmy, ok. 30 min., po czym z bliżej nieokreślonego kierunku (trudno ustalić skąd powieje przy przezroczystej tafli jeziora i braku cummulusów) - początkowo pod wiatr, potem chyba półwiatrem i baksztagiem, a nawet fordewindem. W każdym razie stawka przetasowała się na tyle, że na pierwszym miejscu dość niespodziewanie na boi znalazł się Druzgotek (Mantra 7000), a następnie - w niewielkich odległościach Trochus II, Wild Open, Bluefin, Bryza 33, Antidotum, Zodiak 3 i my (łapiąc wcześniej kilka całkowicie bezwietrznych dziur po naszej stronie trasy). Kolejny bok rozpoczął się ostrą połówką, która pozwoliła nam na częściowe odrobienie strat, po kolejnej 100 stopniowej zmianie, wpłynęliśmy żeglując pod wiatr na czwartej pozycji z ok. 200 m stratą do prowadzącego Trochusa II oraz tuż za Druzgotkiem i Antidotum. Wtedy dotarł do nas komunikat o skróceniu trasy na kolejnym znaku. Niestety po wejściu na boję ponownie wiatr siadł i zanosiło się na zmianę kierunku. Szukaliśmy go z mizernym skutkiem, wybierając żeglugę na genakerze po lewej stronie trasy, z której przyszedł ostatni powiew wiatru przed boją. Początkowo decyzja była słuszna. Niestety, po paru minutach wiatr przyszedł z prawej strony trasy, co nieco skomplikowało naszą sytuację. Po rufie w kierunku konkurentów rozpoczęliśmy mozolnie odrabiać straty w przy zmiennej sile wiatru, o ile możemy w ogóle mówić tego dnia o sile, z pozycji "beznadziejna zawietrzna". Dobry trym żagli i szybkość naszej łódki pozwoliły nam jednak na dogonienie prowadzącego Trochusa. Zbrakło ok. 20 m, żeby wygrać skrócony wyścig!

Wielkie brawa dla L. Łobodźca i spółki, którzy wybierali optymalną strategię w tych warunkach. Na trzecim miejscu, z niewielką stratą finiszowała Bryza 33. Na mecie z uwagi na niestabilny i zmienny wiatr, w ogóle było dosyć ciasno, a odległości pomiędzy pierwszymi 10 jednostkami dosłownie sekundowe. Z uwagi na postępujący brak wiatru, odwołano drugi z sobotnich wyścigów. Wieczorne, zapewnione przez organizatorów towarzyskie spotkanie żeglarskie w JK AZS dostarczyło kolejnych wielu emocji :)

W niedzielę rozpoczęło się podobnie - brakiem wiatru. Tym razem jednak, po 30 minutach oczekiwania, nadeszły długo oczekiwane powiewy nawet do 12 węzłów, które pozwoliły na sprawne ustawienie trasy i rozegranie pełnego wyścigu (tzw. krótkiego z przelicznikiem 1; tj. trójkąta i śledzia z metą na pełnym). Tutaj na szczęście nie mieliśmy już żadnych problemów z prędkością jachtu, prowadząc wyścig od startu, systematycznie powiększając przewagę nad najgroźniejszymi konkurentami. O miejsce 2 trwała zacięta walka pomiędzy Trochusem II a Bryzą 33, która na ostatni kurs z wiatrem wchodziła z niewielką przewagą. Ostatni kurs z wiatrem to nieznaczna przewaga Trochusa, który zdołał awansować na 2 miejsce, wygrywając regaty w naszej klasie (niedzielny, zwycięski dla nas wyścig, był niestety niżej punktowany od sobotniego). Tak więc, przegraliśmy pierwsze oficjalne regaty na Tomahawku. Taki jednak wynik zaprzecza tezie, że jakikolwiek jacht przystępuje do regat będąc pewnym wygranej jeszcze przed startem. Nie zawsze się to udaje, nawet faworytom, ale to jest właśnie przecież piękno sportu...

Szczegółowe wyniki zamieściliśmy TUTAJ w formacie Word. Całą galerię zdjęć będzie można znaleźć wkrótce na stronach organizatora (www.jkazs.szczecin.pl).

Warto w tym miejscu podkreślić bardzo dobrą organizację imprezy ze strony Anny Kaźmierczak i Tadeusza Kiszki z AST Sails, a także JK AZS w Szczecinie. Na szczególne uwzględnienie zasługuje nie tylko sympatyczna oprawa imprezy, ale również jej otwarta formuła. Każdy pasjonat żeglarstwa mógł bowiem znaleźć grupę jachtów odpowiednią do swoich ambicji, doświadczenia i możliwości. A widok 65 jednostek na linii startu przypominał fotografie takich regat jak Centomiglia na Riva di Garda lub Bol d'Or Mirabaud na Jez. Genewskim.

Płynęliśmy w składzie: Karina Rostek, Łukasz Czaja, Marek Prokopiak, Przemek Skupin, Marcin Zubrzycki, Krzysztof Żełudziewicz, Patryk Zbroja

Nasz start wspierała firma KONSART ze Szczecina.

Patryk Zbroja

 

REGATY PRZYJAŹNI (PO RAZ SZEŚĆDZIESIĄTY)
Organizator Regat Przyjaźni, Jacht Klub AZS w Szczecinie, obchodzi w tym roku 64-tą rocznicę swojej działalności (Sekcję Żeglarską AZS założono 12 listopada 1946 roku). O cztery lata młodsze Regaty Przyjaźni stanowią trwały element zarówno działalności Klubu jak i kalendarza Szczecińskiego Żeglarstwa. Ich geneza sięga roku 1951, kiedy po raz pierwszy rozegrano na Zalewie Regaty pod tą nazwą. Jej autorem, co warto przypomnieć, był ówczesny szef Delegatury PZŻ, znakomity żeglarz, kpt. Zbigniew Szymański. Dwa lata wcześniej, (18.09.'49) rozegrano na Jeziorze Dąbskim Regaty Jesienne pierwsze regaty w powojennym Szczecinie. Rok później (29-06-1950) AZS zorganizował pierwsze regaty na Zalewie Szczecińskim. Niestety! - wiatru starczyło tylko na start i pierwszy bok trasy. Po stalinowsku „czujne", ówczesne władze nie pozwoliły na pozostawienie jachtów na Zalewie; holowniki portowe odholowały całą flotyllę do Szczecina.
Swoboda żeglugi była w tym czasie skrajnie ograniczona. Morze było nieosiągalne. Przystań przy Pałacu Jachtowym zajęły Wojska Ochrony Pogranicza na koszary. Żegluga po porcie stała się praktycznie niemożliwa, a wyjście na Zalew wymagało dwutygodniowego oczekiwania na zatwierdzenie "Listy Załogi" przez WOP - i pełnej odprawy granicznej. W Inoujściu, na wyjściu z Jeziora, powstał punkt odpraw WOP, choć nie było granicy... Regaty bywały traktowane bardziej ulgowo - szczególnie, gdy miały politycznie poprawną nazwę; stąd „Regaty Pokoju", „Regaty Przyjaźni" itp.
Sytuację ratowała możliwość swobodnego żeglowania po Jeziorze, zwanym wówczas żartobliwie Morzem Dąbskim - „Mare Dombiensis".
W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych całe żeglarstwo szczecińskie, a więc i Regaty Przyjaźni, przechodziły zmienne koleje losu. Ograniczenia ówczesne kilkakrotnie zmusiły do rozgrywania Regat na wodach Jeziora. Rok 1955 przyniósł pierwsze oznaki „odwilży"; kontakty z żeglarzami np z NRD - choć nadal trudne - stały się realne. V Regaty Przyjaźni zmieniono na I Międzynarodowe Regaty Przyjaźni. Po kilku latach - gdy całkiem zanikła „międzynarodowość" Regat - powrócono do pierwotnej nazwy i właściwej numeracji.
Wróćmy do 1951roku. Jest 29 września. Po Jeziorze, obok zakotwiczonej motorówki, kręci się 19-cie jachtów. Sędzia Główny (kpt. Bogumił Pierożek) daje sygnał, jachty przechodzą linię startu i idą na Zalew. Tak wyglądał początek Regaty Przyjaźni. Nikt z ówcze¬snych organizatorów, sędziów ani załóg nie przypuszczał, że oto narodziła się żeglarska impreza, która - jedyna w Szczecinie - nie zmieni Organizatora, nazwy ani miesiąca i którą szczeciński AZS będzie niezmiennie kontynuował przez kolejnych 60 wrześniów.
Wrzesień '51 okazał się łaskawszy od czerwca ‘50 - pogoda nie robiła kawałów. Rozegrano planowane dwa długie (łącznie 87 Mm) wyścigi. Trasa wiodła od linii startu na Jeziorze do drugiej bramy torowej, pławy Krzecki Wyskok E i linii mety w południowym wejściu do Trzebieży. Następnego dnia odbył się pod Trzebieżą start do drugiego wyścigu.. Obieg trasy był odwrotny; metę - ze względu na słabnący wiatr i zmierzch - przeniesiono do Inoujścia. Wyniki przeliczono wg obowiązującej w PZŻ formuły KR; przewidziano też nagrodę za najszybsze przebycie trasy. Zdobył ją PRZODOWNIK (dzisiejszy NADIR), prowadzony przeze Ziemowita Ostrowskiego, wówczas „świeżego" sternika morskiego.
W długiej historii Regat Przyjaźni były okresy, kiedy należały one do najlepiej obsadzanych w Okręgu. Miało to np. miejsce w roku 1958, kiedy startowało 60 jednostek, w tym 15 z NRD. Należy przypomnieć , że dopiero później nastąpił większy dopływ nowego sprzętu. Kolejny rekord został pobity w 1963 r. kiedy zgłoszono 68 jachtów ( w tym 6 z NRD), w rekordowej liczbie klas (11)! Władze sportowe kładły duży nacisk na żeglarstwo w klasach olimpijskich. i młodzieżowych. W latach 60-tych program Regat rozbudowano o te klasy. Liczba startujących jachtów osiągała w tym okresie nawet 90 jednostek.
Przeglądając dokumentację Regat warto prześledzić zmiany zachodzące w sprzęcie żeglarskim Okręgu. Najwcześniej, w 1960-tym roku, wycofano klasę „Jole z przeliczeniem". W następnych latach zniknęły Słonki; ich los podzieliły Omegi. Na to miejsce weszły nowsze klasy: od 1961 Dragon, od 1963 FD i Cadet, od 1964 OK Dinghy. Zmieniła się również formuła przeliczeniowa: w roku 1963 miejsce KR zajęła angielska RORC.
Przez lata Regaty Przyjaźni były imprezą zalewową. Trzebież była bazą regat aż do czasu, kiedy przemiany ustrojowe ograniczyły zarówno możliwości finansowe organizatora jak i czasowe możliwości uczestników. Regaty zaczęto rozgrywać na Jeziorze w dwóch terminach: oddzielnie dla jachtów krążowniczych oraz klas olimpijskich i przygotowawczych. Trudności finansowe i zmiana charakteru Klubu (związana z prywatyzacją sprzętu) doprowadziły ostatecznie do ograniczenia programu Regat tylko do jachtów krążowniczych.
W ten sposób historia Regat jakby zatoczyła krąg; - z tą różnicą, że jachty - dziś w przeważającej większości prywatne i wykonane z laminatów - przed sześćdziesięciu laty były drewniane, często rękami załóg odbudowane z wraków - i były własnością Klubów.
Jachtom - pewnie nielicznym - które po sześćdziesięciu latach staną znów na starcie należy się szacunek i uznanie - także od osób, o których nie można (za słowami „Żeglarskiej Piosenki" Jana Krzysztofa Kelusa) nazwać „śmiesznymi rówieśnikami łodzi z drewna"...

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.